Jak zmarnować 4 miliony PLN? Czyli prawda o eKatalogach UZP

Jak zmarnować 4 miliony PLN?

Kilkanaście lat temu, kiedy jeszcze jako student Wydziału Zarządzania Politechniki Poznańskiej prezentowałem na konferencji naukowej temat kwalifikowanego podpisu elektronicznego, prezentację zakończyłem słowami “czas pokaże czy to narzędzie się przyjmie” – nie przyjęło się.
Podobnie dość długo śledziłem rozwój e-katalogów UZP, które lada dzień obchodzą dwulecie od oddania pierwszego katalogu produktów, a trzy lata od uruchomienia pierwszego naboru. Robiłem to z wielką ciekawością i nawet dopingowałem UZP w tym projekcie- w końcu to kolejny projekt centralny, który ma ułatwić życie zamawiającym.
Co prawda koncepcja była nieco inna niż e-katalogi jakie znałem z życia biznesowego, jednak warta była uwagi. Projekt został pozytywnie oceniony przez ekspertów i otrzymał dofinansowanie ze środków europejskich. Wszedł co prawda z listy rezerwowej, ale to przecież jeszcze nic nie znaczy.

Bardzo chciałem się przekonać na żywo jak funkcjonują eKatalogi. Często rozmawiam z zamawiającymi, którzy mają świadomość istnienia eKatalogów ale z nich nie korzystają. Rzeczpospolita z 18.11.2017 mówi o “zupełnie nowej jakości zamówień publicznych”.
Nadszedł zatem czas żeby powiedzieć “sprawdzam”.
Na co dzień zajmuję się projektowaniem i wdrażaniem systemów. Wykrywałem błędy w aplikacjach bankowych będąc zwykłym ich użytkownikiem, pomyślałem że przejście przez rekomendowaną platformę UZP to bułka z masłem… myliłem się.

Miało działać, czyli problemy techniczne

Niestety pomimo najszczerszych chęci nie przebrnąłem nawet przez formularz rejestracji! Walczyłem 40 minut. Przy rejestracji poprzez profil zaufany system wymaga dziesięciocyfrowego numeru telefonu poprzedzonego +48. Zarówno numery stacjonarne, jak i komórkowe mają po 9 cyfr.
“Proszę używać następującego formatu: “+48 1234567890″”
Sięgnąłem do instrukcji (co naprawdę rzadko mi się zdarza), 88 stron i ani słowa o formacie telefonu. Próbowałem wszelkich sposobów, wszystkich możliwych kombinacji, niestety poległem. Niezmiennie system nie przyjął ani telefonu 9 ani 10 cyfrowego.
Nie dałem za wygraną- rejestracja standardowa (nie przez profil zaufany) przebiegła pomyślnie, chociaż wbrew zapewnieniom filmów instruktażowych dane nie uzupełniają się automatycznie po wprowadzeniu NIPu przedsiębiorstwa. Filmy zresztą bardzo profesjonalne, marketingowo pierwsza klasa. Nie wiem ile urząd zapłacił za “dokręcenie” ilości wyświetleń, ale pierwszy raz spotkałem się z sytuacją, żeby film który obejrzało 80 tys. osób nie miał ani jednego komentarza czy “lajka”. Może po prostu nie wzbudza emocji.
Błędy na poziomie pierwszych, nietestowanych wersji oprogramowania mnożą się w dziesiątki:
– pola wymagane, które nie są oznaczone gwiazdką * to standard
– “Minimalna data zakończenia oferty powinna być datą dzisiejszą” – po co zatem dostaję kalendarz do wyboru, zamiast mieć na sztywno wpisaną datę dzisiejszą?
– co to jest “minimalna data” nie wiem zresztą do dziś
– nie wymagam, żeby programiści władali kwiecistą polszczyzną, chciałbym jednak móc wstawić moją ofertę na dłużej niż tylko 1 dzień (patrz obraz poniżej)

Zastanawiam się czy osoba która przeprowadziła odbiór systemu choć raz usiadła do niego i “przeklikała” się przez produkt, na który wydano miliony z moich podatków. Przypuszczam, że skończyło się na prezentacji firmy która narzędzie tworzyła.

Przewrotne statystyki – prawda o eKatalogach UZP

Profesor Marek Fertsch powiedział kiedyś, że “statystycy nie sprawdzili się w biznesie, więc znaleźli sobie pracę w polityce”. Stwierdzenie kontrowersyjne, ale na pewno prawdziwe, przynajmniej w drugiej części. Można by dodać, że jeśli nie w polityce, to na pewno w UZP.
Jaki zatem obraz jest nam prezentowany? Cytując strony Rzeczpospolitej:
– “Rynek wart 31,2 mld zł”
– “Już 300 zarejestrowanych instytucji”
– “Pozwala użytkownikom na masowe zamieszczenie oferty, maksymalnie do 10 000 produktów.”
– “Wyszukane karty produktów można posortować wg wybranego kryterium, a także porównać – maksymalnie cztery oferty w jednym oknie.”
– “Mając na uwadze nowatorskość narzędzia, do dyspozycji Użytkowników oddane zostało wsparcie techniczne”
Jednym słowem niekończące się pasmo sukcesów.
Popatrzmy jednak na dane, które pokażą nam faktyczny obraz sytuacji:
– 3 lata funkcjonowania
– wydane 4 miliony PLN + wszystkie etaty w UZP od zakończenia projektu
– 300-350 zamawiających z 15 000 działających na terenie Polski, co stanowi 0,02% całości rynku zamówień publicznych (zarejestrowanych, co nie znaczy że używających)
– 19 firm które dodały swoją ofertę (średnio 6,3 firmy na rok lub po prostu 0,001% aktywnych zarejestrowanych w Polsce firm.)
– 327 naborów z czego powstało,
– 32 katalogi powtarzające się i tworzące de facto,
– 16 grup asortymentowych zwierających,
– 317 produktów w tym:
127 opcji programów antywirusowych
26 tonerów BROTHER (żadnych innych)
19 biurek
14 flag państwowych
9 puzzli edukacyjnych
1 windykacja na Ukrainie w cenie 12,30 PLN za…??? Nie wiadomo czy za godzinę czy usługę.
Reasumując, średnie koszty projektu:
– 210 526,32 PLN to średni koszt rejestracji wykonawcy w eKatalogu (wykonawcy który pomyślnie przejdzie proces dodawania katalogu)
– 12 618,30 PLN to średni koszt dodania jednego indeksu przez dostawcę
– 13 333,33 PLN średni koszt przypadający na jednego zarejestrowanego (nie koniecznie korzystającego) zamawiającego
Obiektywnie rzecz ujmując wskaźniki powinny być dwa:
– ilość wygenerowanych zamówień
– wartość wygenerowanych zamówień
Żadnym z tych wskaźników UZP się nie chwali, przypuszczam że są jeszcze gorsze, niż dane przytoczone powyżej.

… ale może to się zamawiającym opłaca?

W mojej poprzedniej pracy zamawiający byli wyceniani trzykrotnie wyżej niż biznes. Formalności, “papierologia”, wszelkie komplikacje związane z funduszami unijnymi- to musiało pociągnąć za sobą podniesienie kosztów.
Może zatem “ułatwienie obu stronom dostępu do transakcji rynku zamówień publicznych” przyniesie obniżenie kosztów zakupów i wspomniane 4 -5 milionów zwróci się z nawiązką?
Po raz kolejny “sprawdzam”.
Porównanie asortymentów z eKatalogu UZP z rynkiem nie jest łatwe. Firmy umieszczają tam własne nazwy handlowe, niekoniecznie nazwy czy indeksy producenta. Przeanalizowałem asortymenty od mebli, przez programy antywirusowe, do usług tłumaczeń. Jeśli, jak na przykład w przypadku tłumaczeń, nie mogłem znaleźć jednoznacznego odniesienia, robiłem rozeznanie rynku. Zdarzały się produkty zbliżone do cen rynkowych. Zazwyczaj jednak ceny były o kilka, czasem nawet kilkadziesiąt procent wyższe niż te same produkty na wolnym rynku. Wspomniane usługi tłumaczenia w katalogu kosztują 49,20 PLN/str.
na wolnym rynku zebrałem 12 ofert od 14,90 PLN/stronę do 59.00 PLN/ stronę. Średnia wartość to 33 PLN/str., czyli 33% niższa niż w katalogu.

Łatwe porównanie wykonawców?

Powiedziałbym, że zachęcam do zweryfikowania kwestii opłacalności korzystania z eKatalogu. Poświęciłem na to kilka wieczorów i jest to droga przez mękę. Opis produktów jest tak lakoniczny, że w większości przypadków nie jest możliwe porównanie ich w ceneo.pl, oferteo.pl czy innym allegro.pl
Pomimo 327 ogłoszonych naborów nadal w katalogu UZP nie znajdziemy: papieru kserograficznego, ołówków, niszczarek, akcesoriów komputerowych, baterii, telefonów komórkowych, komputerów osobistych, wody pitnej, żarówek, ani niczego z 300 pozostałych nieudanych naborów.
Nabory stanowią oddzielny temat. Zamiast pozwolić wykonawcom na swobodne prezentowanie swojej oferty czy to w drzewie kategorii, czy słowach kluczowych, mamy centralny dyktat, który z założenia nie może mieć wiele wspólnego z wolnym rynkiem. Mam wrażenie że ilość zorganizowanych naborów jest jakimś wskaźnikiem czy to do UE czy do przełożonych. Ilość naborów i determinacja urzędników jest godna podziwu. Najnowsze nabory to:
– owoce morza
– dojarki
– maszyny do czyszczenia, sortowania lub klasyfikowania jaj, owoców innych produktów
– maszyny pszczelarskie
– drożdże
To nie może być przypadek, że takie a nie inne nabory są organizowane. Przecież już od czasów poprzedniego rządu ośmiorniczki to asortyment niezbędny w każdym urzędzie. Dobrze, że przaśne drożdże też zostały dodane dla równowagi.

Złota podkowa dla eKatalogów

Ostatecznie się udało. Zostałem oficjalnie dwudziestą firmą, która dodała produkty do eKatalogu. Tym samym obniżyłem średni koszt rejestracji do 200 000 PLN/firmę. Ale spokojnie- to dopiero trzeci roku funkcjonowania eKatalogów UZP, jeszcze na pewno zbudują dużą skalę.
Wziąłem udział w naborze na “Usługi kowalskie” i dodałem “mosiężna podkowę 11cm” jako produkt, nie usługę, ale moja propozycja miała być zweryfikowana przez administratora po stronie UZP, więc “dlaczego nie?”. Pozwoliłem sobie również podać cenę 4 razy wyższą od rynkowej 123,00 PLN brutto i wysyłkę w cenie 100,00 PLN brutto. Byłem przekonany, że zgłoszenie zostanie odrzucone po weryfikacji. Nie zostało, możecie znaleźć moją propozycję w katalogu.
Jestem oczywiście jedynym, który oferuje ten asortyment, więc zachęcam wszystkich zamawiających do zakupu.

Urzędowi Zamówień Publicznych proponuję natomiast nie wymyślać koła na nowo. Jest już w Polsce rozwiązanie które działa niemal identycznie, mało tego, zarabia i jest znacznie bardziej efektywne dla zamawiających, proste w obsłudze, intuicyjne i ma od dawna efekt skali. NAZYWA SIĘ ALLEGRO.

Źródła:
http://www.rp.pl/Zamowienia-publiczne/161118936-eKatalogi–nowa-jakosc-zamowien-publicznych.html
www.ekatalogi.uzp.gov.pl
https://www.youtube.com/watch?v=h-YDfTdGDrE&t=76s


O autorze

Zygmunt Kopacz
Zygmunt Kopacz

Posiada ponad 10-letnie doświadczenie w zakupach i logistyce. Karierę rozpoczął w przemyśle stoczniowym. Realizował projekty optymalizacji kosztów zakupów i organizacji Działu Zamówień w przemyśle ciężkim, motoryzacyjnym i bankowym. Wdrożył z sukcesem platformy zakupowe w ponad 100 firmach i jednostkach podległych pod Pzp.


Powizane artykuy


Zostaw komentarz

Twój email nie będzie widoczny. Wymagane pola są oznaczone *

*
*